Przejdź do głównej zawartości

Czytamy: Robert M.Rynkowski "Szczęśliwy zegar z Freiburga"

Tytuł: Szczęśliwy zegar z Freiburga
Autor: Robert M.Rynkowski
Wydawnictwo: Dwukropek


Wiara w symbole zwykle kojarzy nam się z magią, symbolom bowiem nadawany jest wyjątkowy status i funkcja, uzależniona od typu społeczeństwa czy jego kultury. Dziś może mniej niż przed wiekami, ale wciąż jesteśmy przekonani, że królicza łapka przynosi szczęście, że czarny kot oznacza pecha, podobnie jak kominiarz, jeśli nie mamy guzika, za który możemy się chwycić. Niektórym rzeczom przypisujemy też znaczenie magiczne, stają się naszymi symbolami szczęścia, pomyślności. Może to być szczęśliwa moneta, pamiątka rodzinna, która – przekazywana z pokolenia na pokolenie- przynosić ma szczęście i pomyślność, może to też być ulubiony pierścionek babci, dzięki któremu czujemy się tak, jakby wciąż obok nas była dając wsparcie i gwarantując pomyślność.

A zegar? Czy zegar może być symbolem, czy może sam przynosić szczęście? Okazuje się że tak, jeśli bardzo mocno w to wierzymy. Właśnie taki szczęśliwy zegar z pozytywną został skonstruowany wiele lat temu, pod koniec XIX wieku we Freiburgu. Tam właśnie mieszkał młody i ambitny Johann Krebs, marzący o stworzeniu własnego zegara. Po latach wytężonej pracy i zdobywania doświadczeń spełnił w końcu swoje marzenie, rozpoczynając produkcję wyjątkowego zegara wygrywającego niezwykłą melodię. Szybko uznano, że to szczęśliwy zegar, bowiem melodia koiła duszę. Tyle tylko, że samemu Krebsowi szczęścia nie przyniósł a konkurencja bardzo szybko zniszczyła zarówno pozytywną opinię o zegarze, jak i samego twórcę. Zegar z pozytywką, mimo iż wciąż wygrywał tę samą wyjątkową melodię, zyskał natomiast status pechowego.

Niezależnie od tego, czy wierzymy w magiczną moc zegara pewne jest, że życie rodziny Karola było poukładane, a większe nieszczęścia omijały jej członków. Do chwili, kiedy rodzice Karola i babcia nie postanowili pozbyć się pewnego zegara, który był od zawsze w ich rodzinie. Zapragnął go pewien lekarz wracający z Ameryki, obiecując wziąć go w rozliczeniu za wyleczenie dziadka Karola. Poza zegarem doktor Gotfryd Sknerski otrzymał też sowitą zapłatę i rzeczywiście przez jakiś czas dziadek czuł się lepiej. Jednak radość w rodzinie była chwilowa, bowiem mężczyzna ostatecznie zmarł, a w przeciągu kilku lat zmarła też babcia Karola, a następnie mama.

Teraz natomiast w szpitalu w Warszawie leży tata Karola, ofiara wypadku samochodowego. Jest on w stanie śpiączki, a lekarze określają jego stan jako ciężki, nie dając wielkich nadziei na wyzdrowienie. Nękany wyrzutami sumienia chłopiec spodziewa się rychłego umieszczenia w domu dziecka, bowiem jest przekonany, że jego tata umrze. I co najgorsze, że będzie to jego wina. Kilka lat temu to właśnie on nalegał, by oddać w zamian za lekarstwo zegar, zaś jego pozbycie się zapoczątkowało serię tragedii w jego rodzinie. Dlatego też przebywając pod opieką rodziców przyjaciółki Kasi, w rodzinnej miejscowości Stary Róg, pogrąża się powoli w depresji.

Jednak od czego ma się prawdziwych przyjaciół? Kiedy podzielimy się z kimś, co nas boli, nie tylko będzie nam lżej na duszy, ale możliwe jest znalezienie rozwiązania nękających nas problemów. I tak Karol postanawia odszukać niezwykły zegar, który przywrócić ma równowagę w jego życiu i wybudzić tatę ze śpiączki. Okazuje się, że doktor Sknerski wciąż jest w posiadaniu tego niezwykłego przedmiotu, ale nie ma ochoty go oddać, ani nawet odsprzedać. Nie wzrusza go opowieść o tragicznych losach rodziny Karola, jest tak skoncentrowany na sobie, że nie obchodzi go ludzkie cierpienie. Wobec niepowodzenia, dzieci wpadają na inny pomysł …

Jak skończy się ta historia? Czy Karol i Kasia odzyskają zegar? Jaką rolę odgrywać w ich poszukiwaniach będzie budząca przerażenie Jola zwana Jolaką? Przekonamy się o tym w trakcie lektury porywającej powieści pt. „Szczęśliwy zegar z Freiburga”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Dwukropek. Książka autorstwa Roberta M.Rynkowskiego to pasjonująca i pełna zwrotów akcji opowieść nie tylko o niezwykłym zegarze, przynoszącym szczęście czy też pecha. To kompilacja powieści kryminalnej i przygodowej, to również historia o różności, uprzedzeniach i tolerancji, a także o złu, któremu pozwalamy niekiedy opanować swoje serca. Po książkę sięgnąć mogą nie tylko rówieśnicy głównych bohaterów, czyli trzynastoletni miłośnicy książek, ale i starsi czytelnicy. Także dorośli odnajdą w książce sporą dawkę emocji i uniwersalne prawdy i wartości, na których warto budować swoje życie.

Do książki przyciąga nie tylko frapująca fabuła i dynamicznie rozwijająca się akcja, ale przede wszystkim bohaterowie. Plejada nieoczywistych postaci, zarówno dobrych, jak i złych, pozwala na czytelny odbiór przesłania niesionego przez powieść, ale i na dobrą zabawę w towarzystwie młodych bohaterów. I to mimo tego, iż mamy świadomość wagi naszych poszukiwań i … detektywistycznej pracy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gellner Dorota "Wścibscy" - streszczenie

Tytuł: Wścibscy Autor: Gellner Dorota Wydawnictwo: Bajka Wścibscy jest to lektura o nietuzinkowych bohaterach, którzy wpadają w zabawne perypetie. Przywarą wszystkich, jest zaś tytułowe wścibstwo. Całość treści jest napisana rymowaną prozą i składa się z siedemnastu krótkich tekstów.

DIY: Krokodyl z wytłoczek po jajkach

„Skąd ty jesteś, krokodylu? Ja? Znad Nilu!”. Tak naprawdę krokodyl może zamieszkać również w Twoim domu, jeśli tylko masz troszkę czasu, bo choć tym projekt nie jest skomplikowany, to samo pomalowanie dwunastu stożków zajmuje nieco czasu. Krokodyl podbił nasze serca tym bardziej, że można go wykorzystać do rozmowy właśnie o zwierzętach mieszkających nad Nilem czy … do opowieści o myciu zębów.  Krokodyl z wytłoczek po jajkach  Co będzie potrzebne:  3 duże kartony po jajkach  nożyczki  rzemieślniczy klej  klej w sztyfcie (opcjonalnie)  zielona farba  arkusz zwykłego papieru  czarny flamaster lub długopis żelowy  Wykonanie: Krokodyl jest wykonany z dwunastu środkowych stożków znajdujących się w kartonach z jajkami. Można oczywiście zrobić mniejszego krokodyla z mniejszej ilości stożków lub bardziej rozłożyć poszczególne elementy bądź dodać dodatkowe stożki, aby uzyskać dłuższy ogon.  Najpierw wycinamy stożki z kartonów przycinając je r...

DIY: Kotylion na Święto Konstytucji 3 Maja

I jeszcze jedna praca plastyczna idealna na nadchodzące Święto Konstytucji 3 Maja. Do wykonania również przez przedszkolaki! Kotylion na Święto Konstytucji 3 Maja Co będzie potrzebne? czerwone i białe kartki (nam wystarczyła 1 czerwona i 1 biała) klej nożyczki Wykonanie: Wycinamy 1 serce. Przykładamy je do kartek i od niego kolejno wycinamy jeszcze 5. Wielkość serc zależy od naszych preferencji w zakresie kotylionu. Z białej i czerwonej kartki wycinamy po jednym pasku ok. 6-10 cm. Wycinamy małe czerwone kółko. Serca naklejamy na siebie na zakładkę tak, by stworzyły okrąg, na przemian białe i czerwone. Kółeczko naklejamy w środku, na łączenie wszystkich serc. Końcówki pasków nacinamy w dwa ząbki. Sklejamy proste końcówki pasków tak, by lekko na siebie nachodziły. Podklejamy pod kotylion. Uwaga: Jeśli zrobimy małe kotyliony, możemy je przylepić taśmą dwustronną dziecku.